Jest z gazety "Tylko Rock".
SZALENSTWO Z LUDZKA TWARZA
KULT MAGISTROW
W Polsce istnieje kult magistrow. Tylko w Polsce do baby w aptece mowi sie
"pani magister". Tymczasem w rzeczywisosci baba z apteki jest po ondulacji, a
rzadko kiedy po farmacji. Polacy zwykli informowac swiat o tym, ze sa
magistrami na wizytowkach, pieczatkach i tabliczkach na drzwiach. Po smierci
robi to za nich rodzina i wykuwa na grobie obok nazwiska nieboszczyka trzy
litery "mgr". Wyglada to komicznie. "Magister" w zyciu i po smierci tak
naprawde niewiele znaczy, a juz na pewno nic nie mowi o czlowieku. Studjujac
kulturoznawstwo i mieszkajac siedem lat w akademiku poznalem wielu debili,
ktorzy wkrotce, podobnie jak ja, zostali magistrami.
W Big Cycu spiewa i gra na basie poroniony polonista - autor pracy
magisterskiej o polskich kryminalach ze szczegolnym uwzglednieniem poetyki
Jerzego Edigeja. Pisze teksty, tanczy i wykrzykuje rozne chasla oblakany
absolwent kulturoznawstwa - autor pracy magisterskiej poswieconej dzialaniom
artystycznym Milicji Obywatelskiej i happeningom Pomaranczowej Alternatywy.
Na bebnach mloci historyk zglebiajacy martyrologie Szewczyka Dratewki, a na
gitarze przebiera paluchami osobnik, ktory o Oxforzdie studiowal z samym
Nikodemem Dyzma. Jestesmy wiec najbardziej wyksztalconym zespolem w Polsce,
co nie przeszkadza nam umiejetnie grac kompletnych debili.
GITARY NA SZTORC
Wszystko zaczelo sie w Domu Studenckim nr 2 w Lodzi zwanym sympatycznie
"Balbina". Ja bylem wowczas naiwnym anarchista uprawiajacym na co dzien
sztuke nieakceptowana publicznie. Odziany w zolte kalesony wlazilem na
przyklad z kumplami na kioski "Ruchu" i rzucalem landrynkami w policjantow. W
tym czasie w Lodzi prawie nie bylo anarchistow i do niektorych akcji musialem
importowac ich z Gdanska lub Wroclawia. Tak pojawili sie tu poraz pierwszy
ludzie z Totartu czy Pomaranczowej Alternatywy.
W akademiku poznalem jedna bratnia dusze. Faceta, ktory wyroznial sie z
sposrod pozostalych studentow dziwnym krokiem i tym, ze mial olbrzymiej
dlugosci kitka. Ten kitek byl monstrualny. Ciagnal sie przez cala dlugosc
plecow i siegal az do olbrzymiej jak balon dupy. Tym facetem okazal sie Dzej
Dzej, grajacy na basie w regalowej kapeli Rokosz.
GLEBOKA STUDZIENKA
Teksty napisalem w tydzien. W drugi tydzien trzyosobowy odlam Rokosza zrobil
do nich muzyke. Pierwszy koncert zaplanowalismy jako swiadoma prowokacje. Byl
marzec 1988 roku. Wspolnie wymyslilismy nazwe BIG CYC, a wraz z nia idee
happeningu. Rzecz polegala na wciaganiu dziennikarzy w pulapke. Byly to
czasy, gdy komuna powoli chylila sie ku upadkowi, ale cenzura trzymala sie
mocno. Jakis geniusz od propagandy wymyslil, ze jak sie troche odblokuje
tematyke erotyczna, to ludzie zapomna o kagancu. Duzy rozglos nadawano
wyborom Miss Polonia, glosno zrobilo sie o ruchu naturystycznym Sylwestra
Marczaka, pojawilo sie pierwsze pismo udajace "Playboya" - magazyn dla
onanistow-hobbistow "Pan". Postanowilismy to osmieszyc. Na potrzeby koncertu
wyprodukowalismy zaproszenie z calkowicie fikcyjnym programem imprezy.
Zaproszenie informowalo o "Uroczystej Akademii z okazji 75 rocznicy Powstania
Damskiego Biustonosza". W programie naszej szyderczej akademii bylo m.in.
odsloniecie pomnika tworcy biustonosza, wystep grupy Big CYC i turniej
biustow. Wlasnie turniej biustow okazal sie magnesem, dzieki ktoremu na
koncert nikomu wowczas nieznanej kapeli sciagnelo blisko 50 diennikarzy z
calej Polski.
MODL SIE I PRACUJ
Big Cyc byl pomyslem na jeden koncert. "Rokoszanie" mieli wrocic do swojego
rege, a ja na barykady. Ale polknelismy haczyk.
Gdy zrobiona przez nas parodia Skaldow - Piosenka Goralska, a po niej Berlin
Zachodni trafily do radia, posypaly sie propozycje wydania plyty. Z kilku
propozycji wybralismy firme... "Izabelin". Glownie dlatego, ze znalismy
Andrzeja Puczynskiego i mielismy do niego zaufanie. Tamten "Izabelin"
znacznie roznil sie od dzisiejszego giganta. Umowa, ktora podpisalimy z
Katarzyna Kanclerz, spisana byla na jednej kartce papieru i przypominaly
bardziej karte plywacka niz zawodowy kontrakt.
KUPA W GACIACH
Byl rok 1990. Pierwsza plyta to jak pierwsze dziecko. Nasz dzieciak mial
zaawansowane wodoglowie i kupe w gaciach, ale nam oczywiscie wydawal sie
cudownym dzieckiem, jesli nie geniuszem. Plyta byla niespojna, bo nagrywana
metoda "trzy numery i kilka miesiecy przerwy", nastepnie znowu trzy numery
itd. Nie ma nic gorszego niz nagrywanie plyty "po kawalku". W owym czasie Big
Cyc wypelnil soba jakas proznie, ktora nastapila tuz po upadku Raju
Pierwszych Sekretarzy. W muzyce brakowalo wowczas swierzych mysli i oddechu,
a zasluzone bandy epoki Jaruzela wydawaly sie nieco zagubione i zmeczone
swoja "walka". To wystarczylo. Pierdyknelismy niczym bomba zegarowa podlozona
przez mlodocianych terrorystow. Tysiace plyt i kaset rozplynely sie po calej
Polsce niczym dobra nowina z planety Mars. A dzialo sie to bez promocji w
telewizji i teledyskow!
PLYTY I ZGRZYTY
Staralismy sie wydawac plty nie czesciaj ni raz w roku. Nowa plyta ukazuje
sie zwykle na wiosne lub wczesnym latem. Na przyklad taki maj to swietny
miesiac. W powietrzu wisi milosc, wszedzie wyczuwa sie naturalne
rozluznienie. Jest pelno koncertow na swierzym powietrzu. Zawsze odczuwam
chec, by rozebrac sie do naga i latac z wyciagnietym saksofonem po ulicy.
Milosc Muzyka Mordobicie, Wojna Plemnikow, Nie zapomnisz nigdy, czy najnowsza
plyta ukazaly sie wlasnie w takich okresach. Do tej pory liczac takze
skladanki ukazalo sie ich siedem.
Gimnastykujemy sie tak, aby kazda nowa plyta roznila sie od poprzednich. Na
kazdej z nich jest jednak zawsze numer, ktory parodiuje styl jakiegos znanego
wykonawcy lub popularnego kierunku. A oto lista naszych zbrodni w kolejnosci
dyskograficznej: Skaldowie, kapele metalowe, Republika, De Mono, Jerzy
Polomski, Disco-Polo i najnowszy nasz zamach - grunge.
Za najbardziej dojrzala, ostra i przelomowa plyta uwazam Wojen plemnikow. Za
najbardziej odlotowa - najnowszy material Golonka, flaki i inne przysmaki.
Najwiecej szumu zrobila okadka Z partyjnym pozdrowieniem (Lenin z irokezem na
glowie i kolczykiem w uchu) oraz Wojna Plemnikow (seksowna zakonnica suszaca
prezerwatywy). Mojej matce najbardziej podobal sie Walesa ze znaczkiem
"Playboya" w klapie na Nie wierzczie elektrykom, a mojemu psychoanalitykowi
seria reportazowych zdjec bezdomnego Wilfrieda Dabrowskiego na Nie zapomnisz
nigdy.
Z KOPA W JAJA
Nienawidze przemocy. Nikt z Big Cyca nie byl w wojsku. Za Ballade o smutnym
skinie mielismy od paru lysych "wyrok smierci". Zdarzaly sie zabawne
sytuacje. W Gdyni banda faszystow wrzucila w trakcie koncertu kilka swiec
dymnych. Dzej Dzej dostal kiedy butelka po jabolu w worek mosznowy (jego
szczescie, ze mial go na plecach), a perkusista Jarry oberwal zgnilym jajem w
oko i przez dlugi czas byl pewien ze jest sobowtorem Cyklopa.
Big Cyc jest typowym bandem koncertowyj. Czesto gramy i lubimy grac. Grajac
trzeba sie liczyc z mozliwoscia oberwania. W kraju, gdzie agresje spotyka sie
za kazdym rogiem to normalne. Mielismy juz takie koncerty, na ktorych zeby
wynoszono wiadrami. Zadymy na koncertach nie sa niczym przyjemnym. Wine
czesto ponosi nie tylko zaczadzona budaprenem widownia, ale takze trenujacy
ciosy bramkarze. Jezeli wina jest po stronie bramkarzy, probujemy
interwenjowac lub przerywamy koncert.
OD IZABELINA DO SILVERTONU
Uwazamy sie za wolna bande swirow, ktora ma zawsze swoje wlasne zdanie i nie
lubi sie podporzadkowac menadzerom i wytworniom plytowym. Stad pewnie czeste
konflikty z wydawcami naszych plyt. W prehistorii zespolu byla nawet jedna
akcja bezposrednia polegajaca na bezkompromisowym przykuciu sie do
kaloryferow w gabinecie dyrektora Polskich Nagran celem walki o wolnosc i
niepodleglosc Zimbabwe oraz celem wymuszenia na szefostwie firmy
przestrzegania zawartej z nami umowy. Z Izabelina przenieslismy sie do
tajemniczej firmy Bass Records. Rok temu podpisalimy trzy letni kontrakt z
niemieckim gigantem BMG, by juz q tym roku rozwiazac umowe I dac dyla na
Slask do Silvertonu.
Wyznajemy zasade, ze dobry meneger to martwy meneger. Big Cyc jest paczka
kumpli i przyjaciol/ Byc moze wlasnie dzieki temu od siedmiu lat gramy w tym
samym skladzie. Praca dzielimy sie jak w rodzinie. Jeden robi kolacje, drugi
pierze pieluchy, trzeci oglada telewizje, czwarty idzie na szychte do
kopalni.
GOLONKA FLAKI I INNE PRZYSMAKI
Najnowsza plyta Big Cyca zawiera 16 absolutnie nowych I premierowych kawalkow
(na kasecie umiescilismy 15 numerow). Uwazam ze jest najbardziej zwariowana
nasza plyta. Duzo szyderstw, zdrowe myslenie I pozytywne wibracje
przygotowane w mysl hasla "Wszyscy jebnieci sa nasi" oraz "Flaki na
prezydenta!"
Szczegolnie cieszy mnie kawalek "Kraciaste koszule", jadowita i zlosliwa
parodia polskich zespolow grajacych grunge. Polecam tez nasze odkrycie w
muzyce - piosenke asfaltowa - pod wszystko mowiacym tytulem "Dramat
fryzjerski". Animowany clip do tej piosenki zrobil utalentowany artysta
grafik Robert Turlo, bedacy oczywistym spadkobierca talentu Leonarda de Vinci
KRZYSZTOF SKIBA