[Intro]
Achtung Achtung
Meine Damen und meine Herren
Herzlich wilkommen
Und nichts verstehen
Jakas karafka, stary zegarek
Trzeba zarobic te pare marek
Renta stypendium wyzyc sie nie da
Tu kupisz tam sprzedasz
Nie wezmie Cie bieda
refren
Berlin Zachodni, Berlin Zachodni
Tu stoi Polak co drugi chodnik
Za kazdym rogiem czai sie Turek
Sprzedasz my wszystko, tylko nie skore
2 razy
Pilsnera wypic trzema lykami
Opylic fajki kupic salami
Gdy Polizei to dawac chodu
Wrocisz do kraju bedziesz do przodu
A w jeden dzien zarobisz tyle
Co gornik w miesiac w brudzie i w pyle
2 razy
refren 2 razy
Nasza bieda nas rozgrzesza
Polski handel, trzecia rzesza
Jedzie pociag, kola stukoca
Parowoz gwizdze, baby sie poca
Przemytnicy i celnicy
Czyli orgazm na granicy
2 razy
refren al fine
Ala mo kota, milicja ma pale
Ale ma pale, milicja ma kota
Kot ma pale, milicja ma Ale
Ale Ala tapla sie w kale
Komisariat naszym domem
W naszym domu komisariat
W Gdansku wyszedl nowy homek
Skiba, to jest niezly wariat
Czapki na uszy, gwarancja sojuszy,
Gdy strzelasz z katiuszy to puchna ci uszy
Program partii nas nie zmartwii,
Armia radziecka z toba od dziecka
Chcemy z armia do Alaski
Dluzsze paly, lzejsze kaski
Panstwo zywi i ubiera,
nie obciazaj bo umiera
O co chodzi w tej piosence
Pokaz czy masz czyste rece
Tegie rece, pusta glowa
Na to chyba forsy szkoda
Idzie droga stary baca
Wszyscy w Polsce maja kaca
Duzo szczescia i slodyczy
Chociaz z partia sie rozliczym
Kukuryku, a bena krzyku
Wiecej biaty, malo kitu
Pozdrowienia od podziemia
Do widzenia, swiat sie zmienia
Czolgi do Wolgi
Smrod na wschod
My pomyslow mamy w brod!
Lo Lo Lo Lo Lo Lo Lo
Co za durna piosenka
Lo Lo Lo Lo Lo Lo Lo
Co za durna piosenka
Poniedzialek, w poniedzialek ja nie moge bo,
bo mam narade w sztabie
A we wtorek, a we wtorek ja nie moge bo,
bo mam narade w sztabie
W srode, w czwartek, w srode w czwartek ja nie moge bo,
bo mam narade w sztabie
Za to w piatek, za to w piatek tez nie moge bo,
bo mam narade w sztabie
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
Poniedzialek, w poniedzialek ja nie moge bo,
bo jade na poligon
A we wtorek, a we wtorek ja nie moge bo,
bo, bo jade na poligon
W srode, w czwartek, w srode w czwartek ja nie moge bo,
bo pojade na poligon
Za to w piatek, za to w piatek tez nie moge bo,
bo jade na poligon, na poligon
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
trzynastego
Ale za to niedziela, ale za to niedziela,
niedziela bedzie dla nas
w grudniu jest wiosna
Coraz wyzej sie wznosimy
My Warszawskie nowe dzieci
Zbudowane ze slaskiej stali
Najlepsze na swiecie
Naprzod, naprzod aktywisci
Nam nie trzeba aprobaty
Nikt by tego nie wymyslil-
Sprzedac Baltyk i Karpaty,
Sprzedac Baltyk i Karpaty,
Sprzedac Baltyk i Karpaty,
Sprzedac Baltyk i Karpaty,
Sprzedac Baltyk i Karpaty
Lecz od dzis ze starym swiatem
Nowe jutro zbudujemy
Mysle temu wreczymy z tatu (?)
Na glodnego zjemy
[*2]
Stepel, podpis, kurs, szkolenie
Nie ma stary tego zlego
Nic juz dawno nie jest w cenie
Nie wystarcza do pierwszego
Po co myslec, mysla inni
Nam tu tego nie potrzeba
Mlodzi, zdrowi poki silni
Sol tej ziemi zdrowa febra,
Sol tej ziemi zdrowa febra,
Sol tej ziemi zdrowa febra,
Sol tej ziemi zdrowa febra,
Lecz od dzis ze starym swiatem
Nowe jutro zbudujemy
Mysle temu wreczymy z tatu (?)
Na glodnego zjemy
[*4]
Pokochalem kloset babcie, miala loki, czarne kapcie
Brudny fartuch, sztuczna szczeke, obiad gotowala z wdziekiem
Znala pare mlodnych chwytow, byla mistrem emerytow
na koszulce napis wielki "zbawic zbawic super baby"
refren
Najlepsza na swiecie jest milosc w klosecie
A kazdy szalet jest pelen zalet
Ani w PZU, ani w PKP i tylko tylko WC
Klient sfajdal sie na sciane, wszystkie kible sa zapchane
i gdy Jasiu urwal spluczke jakis pedal przyszedl z wnuczkiem
Zaba skacze w umywalce, prosze sie podcierac palcem
A z sufitu woda kapie, jako sedes scierny papier
Milosc milosc miedzy nami, milosc miedzy fekariami
Milosc babci klosetowej do chlopaka z podstawowej
Piekna, dzika, i wspaniala, niezbyt jednak dlugo trwala
Cudny klimat wkrotce trzasl, bo zalatwil wszystkich gaz
Zgwalcono babcie, pobito psa
Przemyt recznikow do RPA
Skradziono cnote nieletniej Zosi
Mamusia o ratunek prosi
Halo, Halo, tu mowi Zbik
Macie klopoty, to dajcie mi cynk
Lepszej pomocy to nie ma w niebie
Pamietaj zadzwon 9-9-7
Halo, ja przeciez nie mam telefonu
Ani King Kong ani Janosik
Nie podobaja sie naszej Zosi
Jej sie podoba Kapitan Zbik
Niebieski mundur, to jego chic szlif
Lapie zlodzieji i wlamywaczy
Pomaga dzieciom i chorej klaczy
Leczy staruszki, karmi golabki
Komu potrzeba, wybija zabki
refren
Pozna pora dnia, nie ma sie co bac
W razie jakby co, Superman z MO
Kapitan Zbik pomoze Ci
Hahaha
Kapitan Zbik pomoze Ci
Prosty i skromny jest nasz kapitan
Wielka i celna jest jego flinta
Mocny i szybki jest jego cios
A jego woz - postrach szos
Boi sie spekulant, uciekaja skiny
Mafia sie rozpada, poddaja sie Chiny
Robi w gacie Amerykanski szpieg
Gdy na horyzoncie Zbik pojawia sie
refren 2 razy
Jada jada chlopcy, nikt ich nie zaczepia
Hej na tej sluzbe u nas to nikt nie narzeka
Zawsze sa gotowi z pomoca pospiesza
czasem palka wymachuja i sie z tego ciesza
wszyscy sa mlodziecy, wyszyscy usmiechnieci
Hej wszyscy wygladaja jak niebieski swieci
Jada jada sanie, gwizdzie cos i mryga
Hey nie uciekajcie ludzi, co to za fatyga
Czemu Baco czemu, pewnie sie spytacie
Ano panie bo z to sluzba nigdy nie wygracie
Spuscil cegle z dachu
Postawil ja sztolcem
Na chodniku resztki flakow,
Zabilo dozorce
Czy to w piaskownicy
Mniejsi maja miasto
Skad to macie, skad to macie
Samo tu przypelzlo
Gdzie to kobiete zlapali (?)
stuletnia dziewice
W piaskownicy zakopali
az po same cyce
Dzielnicowy ja wykopal
O polnocy prawie
Jeden z szatanistow
rozwalil mi leb,
Zgwalcil psa sasiadki,
Obrabowal sklep
Rzycil klockiem w wol
Rakietka zabil ciotke,
tyczka nadzial stryja,
Matke pacnal mlotkiem
Tatusiu,ale ty masz duze zabki
Na naszym podworku jest nie zla ferada (?)
Wszystko to sa dzieci Pana Frankensteina
[*2]
Wlosy bede mial na cukier
A agrafke wepne w kuper
Zrobia zdjecia mi Non-Stopie
Patrzcie co za dziwny chlopiec
Jak wam zagram na gitarze
To wam oczy wyjda na wierzch
Lysy, Edek, Palker, Zbych
Sklad kapeli - dziki syf
[refren]
Kontestacja, kontestacja
To jest dobre na wakacjach
A juz w szkole wszyscy grzeczni
Uczesani i bezpieczni
[x2]
Nasz menezer ma uklady
Sluchaj, Marek, pusc ten brzdek
My Jarocin pokonamy
I dziewczyny spoca sie
W radiu graja nasz kawalek
O tym, ze jestesmy przeciw
Na ulicy taniec palek
Ja zarabiam na swe dzieci
[refren x 2]
Nic nie umiem i nic nie wiem
Jestem matol bity w ciemie
Milion dziewczyn za mna szlocha
Jestem gwiazda, gwiazda rocka
Polski rynek calkiem padl
Czas wyruszyc w wielki swiat
Powyglupiac sie na scenie
Pochalturzyc w RFN-ie
Walnac w beben z wodka w czubie
Jesc w Chicago w polskim klubie
Tam przy winie i przy frytkach
Polski rockman - zwykla dziwka
[refren1]
Kontestacja, kontestacja
Za granica restauracja
Tu Polonia - tam murzyni
Zeby tylko nie pobili
[refren]
Popatrz mlody kolchozniku
Twoj PGR, wielki, szybki,
Kombajnista z traktorzysta
Na wykopkach robia striptis.
[refren]
Taki moment, taka chwila,
Chronia prace od marazmu,
Tylko ty - jako jedyny
Nie dostales dzis orgazmu
(dzis orgazmu).
Popatrz mlody robotniku
Jak surowka splywa z pieca,
Jak twoj kumpel - brygadzista
przy wytopie sie podnieca.
[refren]
Juz niedlugo nadejdzie taki czas,
Gdy za brak orgazmu beda karac nas,
Wiec czym predzej ubezpiecz sie,
Dwa litry mleka w siebie wlej.
[refren]
Kiedy patrze na balkony
jaka pora roku wiem
Przepocony, lysy sasiad
zwisa z pietra jak z ambony
Na lezakach na stoleczkach
Miedzy nasze pchaja nogi
Ukiszone tak jak w beczkach
W nasze slonce pchaja boki
chorus
Sasiedzi, sasiedzi, sasiedzi
tak bardzo, bardzo kocham was
Sasiedzi, sasiedzi, sasiedzi
tak bardzo, bardzo kocham was
Sasiedzi , Sasiedzi
Bez zerafy(?) i bezwstydnie
Grube pupska i cycochy
Maszeruja rownym krokiem
Myslac ze nikt sie nie dowie
Kiedys wreszcie na wsi, w miescie
kajis balkon nie wytrzyma
Wprost na beton, tlusty w lecie
Spadna wszyscy ci, no wiecie
chorus
Znow na balkon weszlo kilku
Chociaz miejsca nie ma wiele
co im jednak mialem zrobic
przeciez to sa przyjaciele
chorus
Skin jest calkiem lysy, wloskow on nie nosi
Glaca w sloncu blyszczy jakby kombajn kosil
Pejsow nie ma skin, kitek nienawidzi
Boja sie go arabi, murzyni, i zydzi
refren
Naloz czapke skinie, skinie naloz czapke
kiedy wicher wieje, gdy pogoda w kratke
Uszka sie przeziebia, kark zlodowacieje
Resztki mysli z mozgu, wiaterek przewieje
Mamusia na drutach czapke z welny robi
Nalozysz ja skinie, gdy sie chlodniej zrobi
welna w glowke grzeje, cieplo jest pod czaszka
Dwie komorki szare podczas nie zamarzna
Nasz skin byl odwazny, czapki nie nalozyl
Cala zime chodzil lysy, wiosny juz nie dozyl
Glowka mu zsiniala, uszka odmrozily
czaszka na pol pekla, szly wewnatrz puscily